spis treści

ZBIEGOWISKO STULECI

Zegary na największych placach świata niestrudzenie odmierzają czas. Coraz łatwiej liczyć godziny dzielące nas od przełomu tysiącleci. Sylwester 2 000 już dawno został wpisany w poczet super atrakcji wielu biur podróży. W setkach miejsc na świecie trwają przygotowania do wspólnego, wielojęzycznego odliczania. Najbardziej przewidujący, z co najmniej rocznym wyprzedzeniem, zarezerwowali modne miejsca na tę jedną noc. Magia trwa. Nikt nie chce zwyczajnie świętować. Przecież taka okazja szybko się nie powtórzy...

Już widzę zapełnione ulice i place. Szaleństwo konfetti, fajerwerków, strzelających szampanów, życzeń. Tradycyjnie najszczęśliwsi będą mieszkańcy Nowego Jorku obserwując w euforii srebrno - czerwoną kulę na Times Square. Natomiast polski ranking miejsc nakazuje spotkanie na krakowskim Rynku, warszawskim Placu Zamkowym albo jakimkolwiek innym centralnym punkcie miejskiej przestrzeni. Najbardziej ekstrawagandzki pomysł wiązałby się z ekspresową podróżą dookoła świata: z Londynu do Londynu. Niestety próba dogonienia czasu jest przywilejem najbogatszych. Pozostaje nam jeszcze usłuchanie rozsądku i prawdziwe świętowanie nowego tysiąclecia 31 grudnia 2000 roku.

XX wiek pomału odchodzi w zapomnienie. Otoczeni tym co modernistyczne i nowoczesne patrzymy w przyszłość oczami zdobywców techniki. Pochłaniają nas wizje triumfu ludzkiego rozumu, coraz wspanialszych wynalazków, przekraczania wszelkich granic i pokonywania barier. Nasza cywilizacja stała się ekspansywna. Stworzyła własny model życia, narzuciła postmodernistyczny styl oceniania świata, kult pieniądza, ujednoliciła za pomocą - fenomenu mody - ludzką oryginalność, przyzwyczaiła do szybkości i kosmopolityzmu. Jednym słowem przekształciła, jeszcze nie tak dawno, olbrzymi świat w globalną wioskę.

My, spadkobiercy doświadczeń ludzkości, tak naprawdę stoimy przed najcięższą próbą. Z jednej strony czeka na nas zbiegowisko stuleci. Skarbiec wszystkich dotychczasowych porażek i zwycięstw człowieka, przypominający o słabości i wiecznej ułomności ludzkiej natury. Z drugiej zaś - kusi chęć zapomnienia, a może zapatrzenia w wypełnioną marzeniami przyszłość.

Nie jesteśmy już bogobojnymi, łatwowiernymi mieszkańcami średniowiecznej Europy. Nie oczekujemy apokalipsy z czterema jeźdźcami. Takie malownicze wizje pozostają jedynie symbolem kultury.

Nie jesteśmy także młodopolskimi dekadentami. W machinie historii nie ma czasu na powtórki z kryzysu wartości czy wszechwładnej depresji.

Zdajemy się być przede wszystkim świadkami przełomu wieków. Podobnie jak nasi przodkowie czujemy niepokój, ale tym razem o tym milczymy. Czasem samotny głos poety przypomni: "A którzy czekali błyskawic i gromów, / Są zawiedzeni. /A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,/ Nie wierzą, że staje się już."

Refleksie o końcu świata chętnie pozostawiamy literaturze albo fantastycznym, filmowym obrazom. Rzeczywistość przynosi codzienne problemy i stawia bardziej realne pytania. Jesteśmy ciągle tylko ludźmi. Nie pokonaliśmy wszystkich chorób, nie potrafimy walczyć z żywiołami przyrody, nie wyzbyliśmy się popędu ku wojnie, nie zgłębiliśmy tajemnicy współczesnego fatum. Czasem wydaje się, że współczesna cywilizacja wymyka się spod naszej kontroli. Czy unikniemy komputerowego paraliżu? Jakie wyzwania czekają na nas u progu XXI wieku?

Na te pytania odpowie dopiero historia, gdy nasza teraźniejszość dołączy do zbiegowiska stuleci. Nam pozostaje - pozostać.

Jeszcze raz powtórzę za Czesławem Miłoszem: "innego końca świata nie będzie". Zresztą czy możemy być pewni, że on już nie nastąpił...

Aleksandra Rudalska

spis treści