spis treści

W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZARU...


"Są dziwy na niebie i ziemi, o których ani się śniło waszym filozofom"
Shakespeare

Jonathan Carroll urodził się 26 stycznia 1949r. w Nowym Jorku w rodzinie żydowskiej, wychował się jednak w duchu kościoła Christian Scientis. Jonathan interesował się różnymi religiami, także buddyzmem. W efekcie został poszukującym agnostykiem. Carroll pochodzi z artystycznej rodziny: ojciec pisał scenariusze, matka była poetką i aktorką, brat jest jednym z bardziej znanych w ameryce kompozytorów awangardowych. Po studiach Jonathan został wykładowcą literatury. W 1974 r. Carroll osiadł na stałe w Wiedniu. Debiutem pisarskim Carrolla była książka "Kraina Chichów", za którą pisarz otrzymał nagrodę French Prix Apollo. W Polsce ukazały się dotychczas: "Kraina Chichów", "Dziecko na niebie", "Kości Księżyca", "Muzeum psów", "Śpiąc w płomieniu", "Głos naszego cienia", "Na pastwę aniołów", "Poza ciszą", "Czarny koktajl", "Upiorna dłoń", "Całując Ul.", "Zaślubiny patyków"

"Żałował, że nie był kobietą, na chwilę..." - tak powinna zaczynać się jego biografia, biografia człowieka, który zbiera scyzoryki, rozmawia z psami, a do pisania każdej książki używa nowego, wiecznego pióra... Lubi Cortazara, Jorge Luisa Borgesa, Stanisława Lema, pisze scenariusze dla Hollywood, słucha ostrej muzyki rockowej i planuje współpracę ze Zbigniewem Preisnerem. Ten mężczyzna to Jonathan Carroll - jeden z najpopularniejszych w Polsce pisarzy współczesnych.

Książki Carrolla fascynują tysiące czytelników, zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów, przyciągają jak magnes. Jest w nich coś magicznego, niezwykłego, coś, co każe każdą powieść doczytać do końca. Z drugiej strony twórczość tego pisarza nie należy do arcydzieł literatury, nie ma wielkich walorów artystycznych. Kiedy przeczyta się kilka powieści, łatwo można zauważyć, że powtarzają się w nich pewne motywy i że w pisarstwie Carrolla istnieje schemat. Każdą książkę przepełniają cudowne zjawiska ciasno splecione z rzeczywistością, a czytelnik odnosi wrażenie, iż wszystkie te "czary" mogą się przydarzyć każdemu człowiekowi. Jednak wbrew pozorom nie przytrafiają się one zwykłym ludziom. Bohaterami Carrolla są przeważnie artyści: aktorzy, reżyserzy, pisarze, autorzy ilustracji. To właśnie im, osobom wrażliwym, dane jest dostrzec w świecie magię, niezwykłość, znaleźć się na granicy snu i jawy, przeszłości i przyszłości, przeżyć rzeczy, które mają moc zmieniać życie.

Sięgając po kolejną powieść Carrolla można być niemal pewnym, że znajdzie się w niej jakieś niezwykłe zwierzę - bulterier ("Dlaczego bulteriery? Bo są brzydkie. Duże i brzydkie, odmienne od innych psów. Kiedy się widzi raz bulteriera, zawsze się już wie, co to jest") Można być pewnym, że ktoś kogoś pokocha, że pierwsze zdanie książki będzie niebanalne, a zakończenie na pewno czymś zaskoczy. Powtarzających się motywów jest wiele, a jednak historie opisywane przez Jonathana Carrolla nie nudzą czytelników, lecz coraz bardziej wciągają w krainę baśni dla dorosłych, w której można znaleźć się tak w sercu horroru, jak i spotkać jedną trzydziestą szóstą część Boga. Fenomen książek autora "Poza ciszą" polega prawdopodobnie na tym, że udało mu się stworzyć rodzaj przestrzeni, swoisty świat, miedzy otaczającą człowieka codziennością, a rzeczywistością snu i metafizyki. Na granicy tych dwóch płaszczyzn rozgrywa się akcja powieści Carrolla, wyjaśniają się tajemnice, odnajdują odpowiedzi na podstawowe pytania o miłość, śmierć, Boga, los. W tym niezwykłym świecie także bohaterowie tworzą całość. Nie są aktorami jednej książki, ale powracają w innych historiach jako postaci drugoplanowe. Ich przeżycia można więc obserwować z kilku punktów widzenia, można zobaczyć, jak to samo zdarzenie wygląda w oczach nowej osoby. Każda powieść dostarcza kolejnych informacji o krainie Carrolla, o jej mieszkańcach i pozwala dodać następny klocek do fascynującej układanki.

Książki autora "Dziecka na niebie" intrygują z różnych powodów. Jedni traktują je jako niezobowiązującą lekturę - łatwą i przyjemną, inni wywodzą z nich swoistą filozofię, a jeszcze innych pociągają niezwykłe pomysły pisarza. Niecodziennie spotyka się w literaturze Boga cierpiącego na amnezję czy też seksownego Irlandczyka, który lubi pestki od śliwek i... okazuje się zmaterializowanym marzeniem z dzieciństwa. Nieczęsto również można znaleźć w jednej książce tak dużą ilość ciekawych zdań - maksym, pozwalających odkryć inną perspektywę rozumienia świata. Warto zauważyć, że nie są to pompatyczne słowa zapożyczane od sławnych myślicieli, lecz spostrzeżenia wrażliwego człowieka. Czasem tak zwyczajne i trafne, że pozostaje tylko się zdziwić, że nikt nie wpadł na to wcześniej. Wydaje się, że nie jest przesadą mówienie o filozofii książek Carrolla, o propozycji na oswojenie nieznanego. W powieściach autora "Krainy Chichów" znajduje się mnóstwo fragmentów, w których pisarz próbuje wskazać drogę poszukiwania odpowiedzi na pytania nurtujące człowieka od wieków. Zastanawia się nad problemami religii, etyki, uczuć, a także seksu. Nie stroni również od zwykłych spraw takich jak relacje między ludźmi czy też zjawiska kulturowe. Twórczość Carrolla przyciąga przede wszystkim młodych ludzi, osoby poszukujące prawdy, wartości, swojego miejsca w życiu. "To są książki dla ludzi, którzy mają ciemne korytarze, niejasne zakątki..." Dla nich ten amerykański pisarz jest mistrzem, a jego proza skarbnicą wiedzy o naturze śmierci, życia, miłości.

Nie należy jednak zapominać, że książki Carrolla to przede wszystkim proza z pogranicza fantastyki. Autor "Zaślubin patyków" nie zalicza swojej twórczości ani do nurtu science fiction, ani do literatury fantastycznej. Twierdzi, że gdyby jego nazwisko brzmiało bardziej z hiszpańska byłby uznany za twórcę realizmu magicznego. I tak chyba należy traktować to pisarstwo. Nie ma ono bowiem wiele wspólnego z prozą, w której roi się od smoków, krasnali i wróżek. Nie znajdzie się tu także buntu robotów, odległych planet ani dziwnych eksperymentów naukowych. Akcja książek Carrolla rozgrywa się "tu i teraz", w świecie jak najbardziej realnym, choć przepełnionym niewyjaśnionymi zjawiskami, swoistą cudownością, poetyką snu. Pisarz umieszcza swoich bohaterów w miejscach autentycznych: Wiedeń, Nowy Jork, Hollywood, w miejscach, do których zawsze można pojechać, które można zwiedzić. I właśnie w ten prawdziwy świat wchodzi magia, pokazuje swoje prawa i zmienia przede wszystkim człowieka. W zetknięciu z nieznanym każdy czegoś się uczy, coś nowego poznaje. Na ulicach zwykłych miast dotyka się dziwów, o których ani się śniło filozofom.

Ludzie, którzy choć raz zetknęli się z pisarstwem Jonathana Carrolla, zastanawiają się jaki jest autor "Muzeum psów". Wyobrażają sobie, że ma w sobie dużo z postaci, które stworzył, że śni nieprawdopodobne sny , że posiada nadnaturalną moc... Są wyjątkowo rozczarowani, gdy spotykają zwyczajnego człowieka, który przyznaje się do tego, że ma najnudniejsze sny na świecie. Autorowi powieści o niezwykłej, sennej krainie Rondui śni się np., że robi sobie kanapkę lub zakłada koszulę. Nie ma też nic nadzwyczajnego, żadnych czarów, w doświadczanej przez Carrolla magiczności świata. Pisarz twierdzi: "Cudowność jest wokół nas, ale nie potrafimy jej dostrzec, gdyż czekamy na coś wielkiego. Gdy o piątej rano stoimy na ulicy i gasną wszystkie światła - to jest cud". Prawdę mówiąc - nic nadzwyczajnego. Jednak czy aby na pewno? Jonathan Carroll fascynuje nie tylko książkami. Ma także coś w sobie, coś, co można byłoby określić jako wewnętrzne światło. Niewątpliwie jest człowiekiem bardzo wrażliwy, który nie tyle obserwuje świat, co go czuje. Nie ma w nim pozy wielkiego pisarza. Wręcz przeciwnie. Widać, że lubi rozmawiać z ludźmi, a to co robi traktuje jak hobby. " Lubię podpisywać książki -mówi - gdyż jest to jedna z tych niewielu chwil, gdy mogę stanąć oko w oko z ludźmi, którzy dzielą ze mną tę część mojego życia". Najważniejsze dla Carrolla jest zdanie czytelników. Krytykami nie przejmuje się, bo jak sam mówi: "Krytycy dostają pieniądze za to, że czytają książki, a czytelnicy płacą za to, że mogą je czytać." I czytają bardzo chętnie. Niestety, zbyt często uważają, że powieści są całym życiem ich autora, dlatego na spotkaniach pytają go o rzeczy, które są tylko fikcją literacką. Carroll chciałby, żeby ludzi nie interesowało jego życie, ale to, co pisze. "Ja umrę - mówi prozaik - a niektóre moje książki, mam nadzieję, zostaną". Cieszą go oznaki sympatii, ze strony czytelników. Wie, że dla niektórych z nich jego twórczość ma wielkie znaczenie, że napisane przez niego słowa przyjmują jak objawienie. Pisarz nie chce jednak, aby jego powieści wpływały na życie innych ludzi, gdyż każdy powinien sam odnaleźć swoje miejsce w świecie. Wydaje się, że czytelnicy Carrolla dobrze to rozumieją i pomimo dużej popularności, tylko raz spotkał się z objawami fanatyzmu. Nie było to z resztą nic uciążliwego. Przez rok jakaś kobieta przysyłała mu święte obrazki. To wszystko.

Na spotkania z Carrollem przychodzi wielu wielbicieli jego talentu, jednak zdecydowaną większość w tej grupie stanowią kobiety. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest w tej literaturze takiego, że trafia ona akurat do płci pięknej. Może wpływ ma na to specyficzny typ bohatera? Carroll bardzo często narratorem swoich książek czyni kobiety, pokazuje świat z ich perspektywy. Zapytany o to, skąd tyle o nich wie, odpowiedział: "Kobiety są bardziej otwarte i szczere, a mężczyźni ciągle próbują udowodnić rzeczy, które dla kobiet są głupie. Wszyscy moi przyjaciele to kobiety". Autor "Czarnego koktajlu" twierdzi, że kobiety są inteligentniejsze. "Mężczyźni szukają odpowiedzi, kobiety dyskusji. Można z nimi rozmawiać o wszystkim i od każdej się czegoś dowiedzieć. Z mężczyznami rozmawia się o niewielu rzeczach i poznaje się tylko jeden, ich punkt widzenia". Zdania na temat kobiecych postaci Carrolla są podzielone. Jedni uważają, że pisarz dobrze oddaje psychikę kobiet, inni, że robi to beznadziejnie. Musi coś jednak być w jego sposobie opisu słabej płci, skoro kobiety tak chętnie identyfikują się z bohaterkami powieści Carrolla. On sam stwierdził: "Chciałbym być kobietą. Miesiąc, rok życia, by móc tego doświadczyć". Nie utożsamia się jednak z postaciami ze swoich książek. Często pisze o rzeczach, o których nie ma pojęcia, które zna z opowiadań lub o sytuacjach zaobserwowanych na ulicy. Wielu bohaterów powieści autora "Kości Księżyca" bierze od niego dwie cechy: to, co ma naprawdę i to, co chciałby mieć. Reszta to tylko myślowa kreacja.

Każdy, kto pisze, ma w swojej twórczości lepsze i gorsze fragmenty. Jednego bohatera lubi się bardziej, innego mniej. Są książki, które darzy się szczególnym sentymentem i te, które uważa się za nieudane. Jonathan Carroll nie ma takiej powieści ani postaci. Wydaje się, że wszystkich swoich bohaterów lubi jednakowo, że każdy z nich jest na swój sposób niepowtarzalny i specyficzny. No, może Max z "Poza ciszą" należy do wyjątków. To bardzo realistyczna postać i dlatego pisarz ceni ją najbardziej. Tak przynajmniej odpowiedział swoim wielbicielom. Naprawdę Carroll nie wyróżnia żadnej książki ani bohatera. Zapytany o książkę, którą lubi najbardziej z własnej twórczości, przytoczył słowa swojego przyjaciela " Światło istnieje. Staraj się odnaleźć światło i krocz w nim". Pisarz uważa, że w jego książkach zdarzają się takie fragmenty, w których odnajduje światło. Nie jest to jedna książka, ale drobne okruchy wszystkiego, co napisał.

Znalezienie tego "światła", to także gwarancja sukcesu, recepta na szczęście. Niełatwo sprecyzować, co Carroll rozumie pod pojęciem "światło". Może właśnie te krótkie chwile, kiedy człowiekowi udaje się odnaleźć w świecie, gdy osiąga pewien rodzaj wewnętrznego spokoju. Autor "Zaślubin patyków" nie zna innego sposobu na życie, prócz tego, żeby robić to, co się lubi bez względu na wszystko. Według Carrolla trzeba żyć z ludźmi, których się kocha i zajmować się tym, co naprawdę fascynuje. "Sukces to kwestia przypadku - twierdzi prozaik - Lubię opowiadać historyjki i pewnie robiłbym to nadal, nawet wtedy, gdybym nie był popularny. Miarą sukcesu nie jest ocena innych, ale to, co sami o sobie myślimy".

Jonathan Carroll należy do najpopularniejszych w Polsce pisarzy współczesnych, ale nie tylko to łączy go z naszym krajem. Niewiele osób wie, że autor "Całując Ul" swój debiut zawdzięcza... Stanisławowi Lemowi. Pierwszej książki pisarza, "Krainy Chichów", nikt nie chciał wydać. Wydawcom nie przypadły do gustu gadające bulteriery. I pewnie przez te psy książka nigdy by nie trafiła do księgarń, gdyby rękopis powieści nie dotarł do Lema. Autor "Solaris" przeczytał książkę, zadzwonił do jednego z niemieckich wydawnictw i ... tym sposobem "Kraina Chichów" weszła do klasyki. Carroll bardzo ceni Lema nie tylko za pomoc, ale przede wszystkim za to, że z rzeczy, z których ludzie przeważnie się śmieją, stworzył wielka literaturę. "Stanisław Lem twierdzi, że tylko dwie pierwsze moje książki są dobre" - przyznaje się Carroll.

Autor "Dziecka na niebie" lubi polskich pisarzy i ceni sobie literaturę współczesną. Uważa, że nie należy czytać klasyki, jeżeli się nie ma do tego przekonania. Literatura powinna przede wszystkim sprawiać czytelnikowi przyjemność, rozwijać w nim wrażliwość. Jonathanowi Carrollowi podobają się utwory Miłosza, Szymborskiej, Zagajewskiego. Czyta także Lema i Gombrowicza. Pisarz uważa, że ich twórczość trafia do serca, że dobrze się ją odbiera na płaszczyźnie uczuć i estetycznych doznań. Szczególnie lubi wiersz Szymborskiej "Pierwsza miłość". "To najlepszy poemat o miłości jaki czytałem" - mówi Carroll.

A o pisarstwie i postaci Jonathana Carrolla można by jeszcze napisać wiele, ale i tak najważniejsze jest pierwsze zdanie.

Monika E. Rokicka

spis treści