spis treści
SZALEŃSTWO JEST W METODZIE

Jeżeli jesteś przeciętny, nawet jeżeli usiłujesz malować bardzo, ale to bardzo źle, twoja przeciętność zostanie dostrzeżona (S. Dali "Dziennik").

Salvador Dali, jeden z najbardziej kontrowersyjnych i ekscentrycznych twórców XX wieku, uważał siebie za jedynego "integralnego surrealistę". Kiedy, podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, pewien amerykański dziennikarz zapytał go: "Co to jest surrealizm?", Dali odpowiedział bez namysłu: "Surrealizm to ja". Zapewne tego typu wypowiedzi musiały złościć Andre Bretona i resztę surrealistycznego bractwa, które w swoim czasie wykluczyło Dalego ze swych szeregów. Być może w ramach odwetu, Breton ukuł później, na użytek prasy, wzgardliwe przezwisko - "Avida Dollars", które było anagramem po-wstałym z liter nazwiska i imienia Salvadora Dali. Dali ochoczo uznał przezwisko za przynoszący szczęście talizman, jako że wcale nie odżegnywał się od swych pozytywnych związków z "dolaropiórym" aniołem, który wziął go w opiekę od czasu sukcesów w Ameryce. Pieniądze i rozgłos przyjmował z lekkością i ochotą.

Przyczyny rozstania z przywódcą zrzeszenia - Bretonem nie są zupełnie ja-sne. Sam Dali interpretował to jako wyraz pewnego ograniczenia swych ideowych pobratymców. Stosunek artysty do ideologii surrealizmu cechowało skrajne oddanie, manifestujące się swoistym radykalizmem twórczym. Tylko taka postawa połączona z metodą "paranoiczno-krytyczną" zdolna była - we-dług niego - sprostać postulatom nurtu. Dali nie poddawał (z założenia) swych aktów kreacji żadnym zewnętrznym cenzurom: ani politycznej, ani religijnej, ani światopoglądowej. Tylko całkowicie szaleńcze otwarcie wszystkich furtek umysłu może dać dostęp do siedzącego w podziemiach na tronie, freudowskiego dziecka - podświadomości. Ognisty i nieujarzmiony irracjonalizm Dalego nie miał bynajmniej postaci marzycielskiego dryfowania w obłokach, lecz - jak sam twierdził - racjonalnego i metodycznego ujeżdżania zwariowanego wierz-chowca. Stąd nazwa indywidualnego stylu artysty: "metoda paranoiczno- krytyczna". Element szaleństwa ożeniony z jasnością widzenia? Połączenie dość paradoksalne. Radykalne i pozbawione kagańców inwencje Salvadora, od początku spoty-kały się z dąsami reszty bractwa, szczególnie gdy z radosną, dziecięcą ufnością brał się on za malowanie ekskrementów. Ponieważ nietzscheańska wola mocy działała poprzez artystę jako wolność żonglująca wszelkimi tradycyjnymi tabu, elementy skatologiczne zyskały poczytne miejsce w jego twórczości. Uważał je za wyjątkowo zaniedbany fragment rzeczywistości i - zarazem - najbardziej wymagający uwznioślenia i zbawienia. "Ponieważ najważniejszym posłannictwem człowieka na Ziemi jest nasycenie wszystkiego pierwiastkiem duchowym, właśnie ekskrementy najbardziej tego potrzebują" - napisał w "Dzienniku". Przemycane w obrazach fantazje analne, elementy sadystyczne zmieszane z treściami religijnymi, okazywały się nie do przełknięcia dla szefa surrealistów i dla innych skonsternowanych odbiorców sztuki Dalego.

Ostatecznie jednak, do najbardziej drażliwych starć w obrębie grupy zaczęło dochodzić, gdy w obrazach artysty dopatrzono się, nie bez przyczyny, tendencji wrogiej ideologii politycznej. Poszło głównie o dzieła, w których Dali nawiązywał do osoby Hitlera. Seria powstałych w tym czasie obrazów okazała się kontrowersyjna dla obu stron. Najpierw naziści odczytali tą twórczość jako sympatyzującą z wagneryzmem i megalomanią ich przywódcy, co z kolei wywołało niechęć i oskarżenia ze strony surrealistów. Co prawda później faszyści zmienili zdanie, kiedy to Dali namalował obraz "Zagadka Hitlera" będący proroczą wizją śmierci fuhrera. Ostatecznie większość ówczesnych produkcji Salvadora Dali faszyści spalili na stosie.

Rzekomy hitleryzm malarza stał się bezpośrednim powodem wykluczenia go z bractwa surrealistycznych "wolnomyślicieli". W istocie było to nieporozu-mieniem. Fascynacja Dalego osobą Hitlera była zupełnie niewinna i orgiastycz-nie irracjonalna. Szczególne uczucia wzbudzały w malarzu "delikatne i pulchniutkie" plecy fuhera, które - jak sam podkreślał - wprowadzały go w "stan smakowitej ekstazy" (oddanej w sfeminizowanych wizerunkach Hitlera). Apolityczne upojenia z poziomu czystoartystycznych, niemal mistycznych wglą-dów przyczyniły się więc niezasłużenie do usunięcia malarza z prawego koła twórców. Po tej przygodzie artystycznej z Hitlerem jako czystym fenomenem, Dali zaczął działać samotnie jako w pełni wolnomyślny i niepoczytalny w swym racjonalizmie badacz irracjonalności.

W jego eksperymentach artystycznych wspierała go, przez lat pięćdziesiąt trzy, jego niezmienna muza - Gala. Nazywał ją "Niepokalaną Intuicją", wielbił i malował jako Matkę Boską. (Swoją drogą "Boska Gala" konflikty z Bretonem zawczasu przepowiedziała!) To ona przynosiła mu najbardziej wysublimowane farby z bursztynu rozpuszczonego w olejku lawendowym i - podobno - koiła jego nieco histeryczną naturę. W latach produkcji komercyjnych ilustracji i portretów w Ameryce, przejęła również role muzy współdziałającej ze wspomnia-nym "dolaropiórym" aniołem stróżem.

Zarówno lektura "Dziennika geniusza" jak i kontakt z domem-muzeum Salvadora Dali w Figveras może wywołać wrażenie, że poruszamy się na granicy świata szaleństwa. Barwne anarchie umysłu, rozkwit fantazji dającej o sobie znać m. in. w aneksie do "Dziennika" zatytułowanym "Sztuka pierdzenia", ekstrawaganckie wyczyny w rodzaju smarowania się kozimi ekskrementami... Wszystko to dla artysty było jednak eksperymentalną odmianą ekspresji, bądź metodologią badawczą, a nie - staczaniem się w otchłań wynaturzonego mózgu. Eksploracja nowych pól znaczeniowych, wielowymiarowej przestrzeni onirycznego absurdu.

Dali widział w sobie przede wszystkim geniusza. Mówił, iż od szaleńca różni się tym głównie, że nim nie jest. Ma na imię Salvador, bo narodził się by zbawić malarstwo współczesne od zarazy płaskiego abstrakcjonizmu oraz innych "izmów". Jego życie jest niezwykłe wbrew: "błędnej, bzdurnej i podzielanej przez wszystkich opinii, że geniusze (...) są istotami ludzkimi, pod każdym względem przypominającymi (...) zwykłych śmiertelników." Cytowany "Dziennik" zdaje się temu zaświadczać. Tak samo jak "ultraracjonalistyczne" wąsy. Równie niezwykłe, wymyślone w reakcji przeciw katastroficznym, dekadenc-kim wąsom Nietzschego. "Strzelają ku niebu niczym mistycyzm wertykalny." I wreszcie - jego malarstwo jest absolutnie niezwykłą wyprawą w głąb sennych światów, w głąb ciemnych uliczek wielopłaszczyznowych imaginacji. Przeźrocza umysłu, który każde dwie myśli jest w stanie połączyć choćby ponad sensem uchwytnym werbalnie i racjonalnie.

Dali odbył daleką podróż poprzez migotliwe krajobrazy tańczące w świetle umysłu. Na zakończenie dotarł do "mistycyzmu nuklearnego". Elementy religijne, biblijne zajęły miejsce skatologicznych. To jedno było dla artysty niewytłumaczalne w odniesieniu do własnej "woli mocy". Jak było możliwe jego mistyczne nawrócenie w roku 1949, po tym jak doszedł do wyżyn, odziedziczonego po ojcu, arcybluźnierczego ateizmu? Bunt wobec ojca jest warunkiem zostania bohaterem, jak powtarza za Freudem Dali. Wiara artysty, jego przedziwny katolicyzm mogą się wydawać uderzająco niezgrane z jego wcześniejszym ortodoksyjnym skandalizmem, z anarchią wyobraźni. A jednak - pod koniec życia szalony mistycyzm przeobraził Salvadora Dali w ascetycznego twórcę wizerunków Chrystusa. Tak naprawdę, to ten sam Dali tropiący ten sam umysł w jego nieuchwytnych nadrealnych wymiarach. Może tylko - po nowych ścieżkach.

India Czajkowska