![]() |
[1] GERHARD ALTENBOURG
Pogranicze abstrakcji i ekspresji zdaje się być
dziwną krainą, którą chętnie wybierają artyści,
uciekający od skostnienia i zamknięcia się w jednej sztywnej
stylistyce. Na to pogranicze wkroczył zarówno Klee jak i Kandinsky. Ten
obszar sytuujący się na granicy pojęć, bywa często
przestrzenią dla twórców realizujących się na drodze przenikania
się sztuk. Do takich artystów
niewątpliwie należał też Gerhard Altenbourg.[2]
Był niemalże urzeczywistnieniem idei, jakie zapoczątkowali jego
poprzednicy.[3]
Swą drogę twórczą rozpoczął jako
pisarz i dziennikarz.[4]
W 1947 roku ukazała się jego pierwsza książka malarska: Książka marzenia,
miłości i śmierci.
W 1958 roku wydano kolejną. Był malarzem i poetą; rysownikiem i
pisarzem. Kolejność tych twórczych skłonności jest chyba w
tym przypadku bez znaczenia. Równie dobrze można by powtórzyć za
Dieterem Brusbergiem, iż Altenbourg
był poetą. Kochał słowo i posługiwał
się nim precyzyjnie. Wskazują na to biograficzne szkice, refleksje
nad własną pracą, nad swoim życiem: „Chodź do domu, na wzgórza, do lasów: trawa i zapomnienie- ”[5]
Nie ma kropki nad ostatnim słowem. Zamiast niej jest myślnik.
Wydech: „Trawa i zapomnienie –”.
I cisza. Dla
Altenbourga krąg się już zamknął.[6].
Napisana i „wymalowana” w latach młodości Książka marzenia, miłości i śmierci wypełniła
się przez życie, które Altenbourg kochał podobnie jak pracę
i miłość. Ale
śmierć była mu bliska od dawna. Była mu siostrą. Miłość i śmierć
były niczym dwie połówki całości. Genezą całej
prawdziwej sztuki. Genezą jego sztuki.[7]
Tym dwóm połówkom jednej całości, z których pierwsza rozpoczyna
życie, a druga je kończy, poświęcił wiele uwagi w
poezji :
Wszystko
miesza się, pomiędzy krzesłami ; było,
Będzie,
lecz : czy kiedykolwiek istniało. Zawsze
i
przenigdy, zawsze i wciąż od nowa; dlaczego
kiedykolwiek,
dlaczego tak a nie inaczej. Podmuch
ambiwalencji,
krzyku, okrzyku radości, niebieskich
szat
lasów, kołysania topoli. I milczenie
mgły
wznoszącej się pomiędzy słowami, które
skapują
i w nich pozostaje tajemnica, nie
do
pojęcia, i trudna i łatwa zarazem,
tu i
nie tu, tuż przy ziemi i równocześnie na górze.
TY i
nie Ty i jeszcze raz tylko TY, nic jak TY.
Z tym
starym, nigdy nie ugaszonym pragnieniem
Zgodności.
A jednak odtrącenie, pauza :
I
wtedy godziny zapomnienia, drżenia,
liści
osiki.
W
szklance koniec; i ani kropli więcej, jego potworne wnętrze.
Ale
zawsze będzie dobra, ta której nigdy nie było :
Twoja
godzina, konsekrowana. Twoje rozbłyskiwanie
Twoje
wypływanie, wymykanie się ; przed wielkością
Dalą,
dziki i nieokiełznany: sen Driad
I
arkusz nieba. Zachmurzony. Śpiący, kiedy przyjdzie
Dzień
-. Gorąco pragnę Cię.
-
i to niekończące
się powściąganie : chodź do domu,
na wzgórza,
do lasów. Trawa i Zapomnienie - . [8]
Gerhard Altenbourg przyszedł na świat w
miejscowości, której nazwę mógłby sam wymyślić[9]:
Rödichen – Schnepfenthal bei
Friedrichroda. U kresu życia powrócił znowu do źródeł. Opus
magnum stu kunsztownych stronic, które ukończył dopiero w roku
śmierci, zatytułował jako Schnepfenthaler
Suite . Sto suchych igieł [10] z tysiąca nocy, zanurzonych w
delikatnym świetle krystalicznej jasności. Emanujące pogodą
miniatury miłości, jaśni pośrednicy poprzez ciemny
świat Erosa, ironicznie zagrane, ale przesycone wiedzą o nieuchronnej
śmierci, inscenizacje comédie
humaine. Dźwięk czystej linii i echo jego słów. Obrazy i
słowa, które nadchodzą
pozornie lekko powiązane,
stanowią jednak ważny punkt sztuki Altenbourga i zarazem klucz do
niej. Triumf sztuki nad życiem. Uśmiech na końcu drogi.
Wyraz rysunków zamieszczonych w Schepfenhaler Suite przypomina lapidarną kreskę Paula Kleego. Rzadko kiedy można
znaleźć u Altenbourga tak suwerenne i oszczędne wykorzystanie
środków artystycznych, którymi
zwykle w sposób niezmiernie bogaty dysponował, jakie zaistniało w delikatnych liniach
tych przeszło stu rycin z autorskiej
„Suity obrazów i słów”. Raz jeszcze
zrekapitulował tutaj lekko i bez pośpiechu całe wewnętrzne
bogactwo wspomnień i doświadczeń. Jasność, zrównoważenie, wręcz spokój elegii pokrywa
po części winietowe, małe prace, które w swojej olbrzymiej
intensywności wyrazu przypominają koncentrację pracy z ostatnich
miesięcy życia Paula Kleego.[11]*
Kiedy wielce ceniony
przez Altenbourga Theodor Däubler pisze o Kleem, zdaje się on [Klee]
być takim, który „niczym dziecko w
męskim wieku” spogląda,
imitując jedynie nieporadność i tworząc w gruncie rzeczy „dobrze znaną sztukę
męską”. Tyczy się to również sztuki Gerharda
Altenbourga z lat osiemdziesiątych.
Rola linii Altenbourga
byłaby niezrozumiała bez wspomnienia o jego kaligrafii, którą
wprowadza do wcześniej ukończonych prac malarskich. Często
działo się to tygodnie później i było u niego tak nierozerwalnie zespolone z resztą, jak
u niewielu artystów. Na stronicach Schnepfenthaler
Suite autor posługiwał się manierycznym, ołówkowym
pismem, naśladującym charakter kreski z suchej igły w jej
najśmielszej finezji. Florian Illies zaznaczał, że pismo to
mogło wywodzić się jeszcze od Kleego.
Schnepfenthaler Suite jest
formalnie jasnym, głęboko zastanawiającym odzwierciedleniem
młodzieńczej porywczości z
krótkotrwałymi, intensywnymi przeżyciami, jest tajemniczym, erotycznym kalejdoskopem, a do
tego poważnie rozmarzoną obrazkową książką
uśmiechniętej miłości.
Istnieje duże pokrewieństwo między
stylistyką Kleego i Altenbourga.
Wskazuje na to zarówno poetycko – liryczny nastrój, w jakim utrzymane są
ich prace, jak i pewna baśniowość. Również formalne
rozwiązania zbliżają obydwu twórców. Klee eksperymentował z
materiałami malarskimi, mieszał różnego rodzaju kleje, na
których malował, używał piasku,
bawił się twórczo podłożem w celu uzyskania
odpowiednio urozmaiconych struktur. Altenbourg również nie stronił od
wszelkiego rodzaju technik mieszanych. Przede wszystkim kochał papier.
Był dla niego bezcenny. Papier był jego miłością,
życiem; żywy jak skóra. Oddychał. „ Trzeba było widzieć, jak on się obchodził z
papierem. Prawdziwy miłośnik.”[12]
Rysował na ogromnych formatach, często wręcz
rozmiarów gabinetowych. Mógł być to papier pakowy, stara kancelaryjna
bibuła lub papier ręcznie czerpany. Ważne, by żył. By
miał własną historię, którą można
dopełnić. Altenbourg dawał mu nowe tchnienie,
wypełniał przestrzeń, odsłaniając i wykorzystując
wszystkie jego walory. W jedno życie wprowadzał następne.
Przemieniał je i zaklinał bogactwem kresek i plam. Ta
symfoniczność w zestawieniu płaszczyzn i linii
rozbrzmiewała wielką
abstrakcyjną gamą. Każde ostre pociągnięcie
kredką, ołówkiem, rozlanie tuszu, zaaranżowany kleks
wydawały swój dźwięk, niczym fortepian barw Kandinsky’ego.
Układały się w menuety z
wyrazistym tematem lub koncerty wielowątkowe z kunsztownej mieszaniny
kresek i barw.
Prace Altenbourga w większości są abstrakcjami, ale można w nich
łatwo dostrzec aluzję, podobnie jak u Kleego. Można
rozpoznać postacie i sugestię pejzażu. Ale
ekspresyjność linii i plam lub ich stukturalne wyciszenie
sytuują tę twórczość na pograniczu, innym niż u
Kandinsky’ego, innym niż u Kleego, po prostu swoistym dla Altenbourga.
Jednakże artysta ten, podobnie jak Kandinsky odkrył
dla siebie jakąś tajemnicę twórczości Kleego i na swój
sposób ją przetwarzał. Na przykład Ogrodnik Altenbourga z
1954 r. przypomina Ogród zamkowy
Kleego z 1919 roku. Choć Altenbourg jest bardziej rozdrobniony w budowaniu
malarskiej przestrzeni, to klimatem i nasyceniem barw działa w
zbliżony sposób.
Czystość i klarowność
przenikających się
płaszczyzn, pewne uproszczenie charakteryzuje Dziewczynkę przed oknem Altenbourga, która nasuwa skojarzenie
z wczesnymi abstrakcyjnymi pracami Kleego, jak choćby tymi z podróży
do Tunisu [Wschód księżyca St. Germain z 1925r czy Czerwone i białe kopuły ].
Znajdziemy u Altenbourga magiczne strzałki i liczby
wkomponowane w malarską
całość jak w Jednooki
z 1964 roku. Przypominają one również wiele z zabiegów Kleego.
Florian Illies w Monografii poświeconej Altenbourgowi pisze: „W strzałkach, które przenikają
ciało kobiety na rysunku[13]
można by dopatrzyć się ukłonu Altenbourga w stronę
piktograficznego słownika mocnych linii Paula Kleego. W poszukiwaniu
prawidłowości i sposobu
działania kreski jako artystycznego środka wyrazu
poszedł Klee o wiele dalej niż
inni artyści XX wieku. Ale Altenbourg nie tylko formalnie ciągle za nim
podążał, również tematycznie istnieją ścisłe
związki z Kleem.[14]
. Florian Illies zuważa, że do jednej z litografii Kleego z 1919
roku, poprzez nieśmiałą,
delikatną kreskę zdają się nawiązywać
litograficzne głowy[15]
Altenbourga. Grafika Kleego zatytułowana Zaduma jest
autoportretem artysty. Artur Danato
podkreśla, iż nie mogła ona powstać przed lustrem,
gdyż oczy, widniejące na litografii są zamknięte. Grafika
ta, nie jest zatem zwykłym autoportretem,
lecz raczej wizualizacją
wewnętrznego oblicza artysty.
Natomiast Florian Illies zauważa, jak głęboko wpłynęły na Altenbourga
wysublimowane rozwiązania plastyczne Kleego. Działo się tak, ponieważ obrano nie bezpośrednią drogę dyskusji z tematem:
Klee pokazywał nie tyle swoje czy ogólne męskie fantazje, lecz
snuł refleksje dotyczące istoty kobiecości. Interesujące,
zdaniem Illiesa jest porównanie pracy Kleego z przesyconymi specyficznym
erotyzmem pracami z późnych lat twórczości Altenbourga. [Litografia Łakomy rozum czy rysunek Może spotkam Cię znowu, Aurelio ].
Zatem jeśli chodzi o Altenbourga i jego inspiracje
sztuką Kleego, można wyróżnić nie tylko formalne, ale
i tematyczne podobieństwa.
Zaś jego zamiłowanie do książki malarskiej i sama Schnephenthaler
Suite, zbliżają się do idei Dźwięków Kandinsky’ego i podobnego przenikania się,
współistnienia słowa z obrazem. Altenbourg stworzył zresztą
nie jedną książkę autorską. Schnephenthaler Suite, o której wspominałam powyżej,
była jego ostatnim dziełem... Prócz utworów poetyckich Altenbourga
znalazły się tam też teksty Thomasa Ranfta i Dietera Brusberga.
Książka została wydana w listopadzie 1989 roku, tuż przed śmiercią autora.
Wcześniej, w 1947 roku ukazała się Książka marzenia,
miłości i śmierci , później w 1958 roku Dziesięć reprodukcji i dwa
oryginały [16]
. Następnie w 1984 roku wydano Wund
– Denkmale . Książka posiadała dwie wersje z 29 barwnymi drzeworytami[17]
do własnych tekstów Altenbourga. Były to zmienne formaty[18]
na czerpanym papierze welinowym. Pierwsza wersja obejmująca 50 egzemplarzy
sygnowanych i numerowanych od 1 do 50 ukazała się w Hanowerze w 1984 roku /wydawnictwo Brusberg/.
Drugą wersję, nieco odmienną, zawierającą również
50 egzemplarzy sygnowanych, lecz numerowanych od I do L, wydano w Lipsku w 1986
roku /wydawnictwo Reclam – Verlag/. Do każdej wersji książki
malarskiej dołączony był oryginał: rysunek, akwarela
bądź praca w technice mieszanej.
Sama idea książki autorskiej, tak w przypadku
Kandinsky’ego, jak i Altenbourga zdaje się pośrednio
nawiązywać do dziewiętnastowiecznej jeszcze, acz bardzo
współczesnej nam, wypowiedzi Williama Blake’a. Tak ścisłe
zazębienie się słowa poetyckiego z działaniem graficzno –
malarskim, wskazuje na możliwość mądrego, świadomego i
niezwykle oryginalnego odwołania się do słów Horacego ut pictura poësis. W zasadzie wszyscy
trzej twórcy - Blake, Kandinsky i Altenbourg - nie tyle wprowadzają w swe
artystyczne działania zasadę poemat
jak malowidło, co raczej łączą poemat i malowidło
w jedną, żyjącą swym życiem, samoistną
całość.
Stronnice malarskich książek Altenbourga przypominają Pieśni
niewinności i doświadczenia [19] Blake’a, w których artysta, po raz
pierwszy w dziejach sztuki, integralnie związał obraz z tekstem.
Takie powiązanie różnych form wyrazu sięgało korzeniami
tradycji średniowiecznych ksiąg
iluminowanych, w których należy się dopatrywać genezy idei
jaką twórczo rozwinął Blake. Jednakże główną
siłą sprawczą jego artystycznych działań była
potrzeba poetyckiej i plastycznej wypowiedzi[20].
Ta sama potrzeba zrodziła malarski, graficzny i zarazem liryczny
świat Altenbourga, tak jak konieczność
stworzyła formę u Kandinsky’ego.
Altenbourg, podobnie jak
Kandinsky i Klee był też lirykiem
abstrakcji. W jego dziele czasem
rozlega się też cichuteńkie, subtelne echo inspiracji
muzyką. Jego ostatni „utwór”, wielka suita rozbrzmiewa niczym marsz
weselny, zamiast żałobnego na
kilka uderzeń serca przed ciszą. Schnepfenthaler
Suite nawiązuje do muzyki już w samym układzie
typograficznym okładki.Wyraźnie wybity numer zeszytu sugeruje
kolejną pozycję, tak jak w przypadku zbioru sonat czy miniatur
muzycznych. Oszczędność środków, klarowność,
prostota liter i precyzyjny układ prezentują się w sumie tak,
jakby pod okładką znajdowały się stronnice wypełnione
nutami. A tu zamiast wielkiego dzieła kompozytorskiego, zręcznie
zaaranżowane opus magnum poety
na pięciolinii z grafik...
[2] Urodził się 22 listopada 1926 roku w małej miejscowości w Turyngii jako Ge:rhard Ströch
( w tłumaczeniu na polski : Gerhard Słoma ). To nie było odpowiednie nazwisko dla malarza i poety, zatem przyjął nazwisko od nazwy miasta rodzinnego swego ojca, miasta Altenburg.
[3] Chodzi o Wassila Kandinsky’ego i Paula Kleego.
[4] W latach 1945/46 pisał pod pseudonimem Ismael Lysa ( połączenie żydowskiego imienia z nazwą góry Łysa Góra, gdzie podczas wojny został ranny )
[5] Gerhard Altenbourg Der Gärtner. Eine Monografie in Bildern. Berlin 1996, Insel Verlag.
s.368.
/ Tłumaczenie własne /
[6] W postscriptum do monografii Altenbourga Dieter Brusberg napisał : 30 listopada 1989 roku na drodze do Drezna, wczesnym wieczorem zdarzył się wypadek na autostradzie. Straszny i tragiczny. Ale śmierć przyszła do Aletnbourga lekko i łaskawie. Umarł nocą w szpitalu. Nic nie wiedział o śmierci przyjaciółki, która prowadziła. Jasne światło, zderzenie i sen Dryiad. Przestrzeń śmierci. Nie dowiedział się nic więcej o śmierci ojca i syna z innego samochodu, ani o młodej matce, która przeżyła. Śmierć była dla niego ze wszech miar łaskawa. / Tłumaczenie własne /
[7] Dieter Brusberg Der Gärtner – eine
Nachschrift / Ogrodnik – postscriptum / [w:] G. Altenbourg, op. cit., s 369
[8] wiersz pochodzący z „ Schopfenhalter Suite ”, wydanej w 1989 roku w Berlinie, tuż po śmierci autora. [w:] G. Altenbourg, op. cit., s. 368. / Tłumaczenie własne./
[9] Porównaj : tekst Dietera Brusberga, [w:] G. Altenbourg, op. cit.,. s.369.
[10] jest to nazwa jednej z technik graficznych ciętych, w której poprzez rysowanie po cynkowej bądź miedzianej matrycy specjalną igłą, uzyskuje się charakterystyczną kreskę.
[11]* Florian Illies Uwagi do histori linii w pracach Altenburga [ w:] G. Altenbourg , op. cit., s.57.
[12] Dieter Brusberg Der Gärtner – Postscriptum [w:]
G. Altenbourg, op. cit.,
s.367.
[13] Chodzi o drugi rysunek na 37 stronie w monografii Gerharda Altenbourga.
[14] Florian Illies Uwagi dotyczące historii linii w pracach Altenbourga, [w:] G. Altenbourg, op. cit., s 38.
[15] W przypadku głów Altenbourga, podobieństwa
występują nie tylko w materii litografii. Liczne inne jego głowy
nawiązują do głów Kleego takich jak Figurynka dla teatru groteskowego
( ilustracja 26 )
[16] Dziesięć reprodukcji i dwa oryginały - książka ze wstępem Franka Grimma, wydana przez Galerię Springer w Berlinie. ( Ilustracje: 34 a i b.)
[17] Druk dzeworytów : Tobias Lorenz z Altenburga, skład ręczny : Rudolf Theil z Altenbourga, druk tekstu : Heinz Scneider, Hochschule für Grafik und Bauchkunst w Lipsku. Książka wydana przez Dietera Brusberga w Hanowerze oraz przez Hansa Marquardta w Lipsku.
[18] Jedne o wymiarach 28 × 62 cm. , drugie o wymiarach 28 × 31 cm., razem złożone liczyły 132 strony.
[19] Porównaj : Adam Konopacki, William
Blake. Warszawa 1987, Arkady, ilustracja I.
[20] W opracowanej przez siebie technice trawienia
reliefowego Blake umieszczał na matrycy zarówno wersy swych wczesnych
lirycznych utworów poetyckich, jak i ilustracje.