|
PAMIETAJCIE O MOIM OGRODZIE...
Tylko takiej, skromnej pamieci
pragnal pewien malarz z Dabrowicy
Malej' - Bazyli Albiczuk.
Pierwszy raz opowiedzial mi
o nim mój profesor Stanislaw Baj.
Zapamietalam wówczas motyw
ogrodu, pieczolowicie pielegnowanego,
strzyzonego, urozmaicanego
tylko po to, by jak martwa nature
móc go oblaskawic, ustawic i namalowac.
Takie stwarzanie swiata malarskiego
jeszcze przed jego zaistnieniem
na plótnie. Swiadomy zabieg
samouka, czlowieka ze wsi,
wrazliwego artysty. "Mial piekny
ogród - wspominal Stanislaw Baj -
Musicie go zobaczyc! I to jego
mieszkanie, za zycia urzadzone jak
muzeum. On chcial, zeby po nim
zostalo - dla potomnych..." Budowal
sobie "pomnik" z przyrody, cegiel
i wlasnego malarstwa...
Baj przyjaznil sie z Albiczukiem.
Kiedy odwiedzal go w Dabrowicy
i biesiadowali, Bazyli potrafil
nagle wstac i powiedziec: "To ja sobie
teraz zagram!" I zwyczajnie
wstawal od stolu, bral skrzypce i po
prostu gral. Chyba trudno o wiekszy
autentyzm niz takie skrzypki, taki
ogród i takie malowanie...
Zreszta Stanislaw Baj najbardziej
zdawal sie byc urzeczony
prawda o czlowieku-artyscie, jego
najszczerszej wypowiedzi i ciaglej
potrzebie kreowania wlasnego, odrebnego
swiata: najpierw w sobie,
pózniej wokól siebie, a dopiero potem
na plótnie.
Ludzie kochali Albiczuka. To
byl ich malarz. Swój czlowiek. Wójt
w zamian za spora czesc obrazów
przychylil swej wladzy i pomógl wybudowac
Albiczukowi dom - murowany.
Na wsi, jak na owe czasy,
a moze i jak na obecne równiez, to
byl gest. Zreszta, ludzie pomogli,
a i sam malarz ciezko pracowal przy
budowie. I mial juz Albiczuk wlasne
gniazdko, ceglane, wylozone od
srodka dusza obrazów i skrzypeczek.
I pragnal jedynie, zeby po jego
smierci powstalo tu muzeum z ogrodem,
zachowane takim, jakim je pozegnal
zamykajac ostatni raz oczy...
W te wakacje Stanislaw Baj
zajrzal na chwile do Choroszczynki2
i naszej chaty pod lasem. Wspominalismy
róznych artystów ze znanych
nam wspólnie okolic i los tak
chcial, ze Albiczuk byl duchem
obecny wsród nas. Baj opowiadal,
ze zupelnie przypadkiem poznal na
Mazurach pewna kobiete, do której
Albiczuk pisywal piekne, poetyckie
listy... Odkryto korespondencje niezwykla,
osobista, odslaniajaca jeszcze
jeden zakamarek duszy Bazylego
- zaklety w slowie.
Baj obiecal tejze kobiecie
z Mazur, ze zrobi dla niej fotografie
ogrodu, domu i miejsca, gdzie spoczywa
Albiczuk. Poniewaz nie widzielismy
jeszcze nigdy tego ogrodu,
tak jak siedzielismy w chacie za
stolem, postanowilismy wstac i jechac.
Profesor mial niestety samochód
wypelniony po brzegi blejtramami,
wiec wskoczylismy na rowery
i pomknelismy do Dabrowicy, wyznaczajac
mozliwie sprawne tempo,
jak na niemozliwie upalny dzien...
Profesor zdawal sie juz dobrze nie
pamietac okolicy, ale mijajac ogrodzone
butwiejacym plotkiem krzaczary,
rozpoznal dom. Ogród przypominal
zapuszczona, dzika dzialke,
po której bezkarnie blakaly sie
czyjes kury i kaczki... Sasiadka powiedziala,
ze dom, za sprawa wójta,
od dwóch lat zamieszkuje rodzina
z Kazachstanu (Bogu ducha winna,
bez watpienia), a rodzona siostra AIbiczuka,
która miala tam nalezny jej
pokój, lezy schorowana w warszawskim
szpitalu i nikt jej o zdanie nie
pytal, a moze nawet nic nie wie. "Firanka,
w oknie siostry wisi tak, jak
wsiala w dniu smierci Bazylego. Ale
kto wie, co tam jest w srodku, pewnie
wszystko pozmieniane. "- zalila
sie sasiadka. Wójt "odwdzieczyl sie
z nalezytym szacunkiem" wobec pamieci
o zmarlym i jego jedynym
dziele zycia: ogrodzie, wlasnorecznie
budowanym mieszkaniu i obrazach.
Kobieta westchnela: "Teraz to
juz nikt nie pamieta, czy Albiczuk
zmarl piec, dziesiec czy pietnascie
lat temu. Nie ma i juz. Nikt nie pamieta.
A obrazy, które byly u wójta,
gdzies sa u ludzi... Niewiadomo
gdzie".
A mozna bylo przeciez zrobic
oddzial muzeum, wystawic zywa
laurke malej wiosce, miec swojego
wielkiego artyste Podlasia. Mozna
bylo. Nikt nie chcial. A nie kto inny,
tylko Albiczuk otwieral swymi czterema
plótnami wielka wystawe
w Zamku Królewskim. Jego ogród,
wciaz kwitnacy, bajkowy, zaczarowany
zapraszal w inne ogrody...
Profesor z zalu nie byl w stanie
nawet zrobic zdjecia resztkom
zaniedbanego ogrodu i resztkom
pozostalych po artyscie, zniewazonych
pamiatek... "Taki los moze
i nas spotkac" - szepnal. Tak wiec
pojechalismy jeszcze na wzgórze,
do zagajnika, gdzie na prawoslawnym,
malenkim cmentarzu, strzezonym
tylko przez drzewa i cisze
- spi zapomniany malarz - Bazyli
Albiczuk...
Magdalena Gintowt - Juchniewicz
|