|
GŁOSY Z CIEMNOŚCI - o slusznym trudzie Marcina Hałasia
Redakcja prosila, by bylo krótko,
zwiezle i na temat, zatem zawezlilem
sie do kilku zaledwie refleksji:
1. Zawsze mialem przeczucie,
ze w polskiej poezji ostatnich lat bylo
cos wiecej niz tylko "barbarzyncy"
i "klasycy", jakas przestrzen milczenia
domagajaca sie opisu i pamieci. Moje
przypuszczenia zmaterializowaly sie
niedawno w postaci zbioru szkiców
krytyczno-literackich Marcina Halasia
"Requiem dla pokolenia". Autor upomina
sie o osoby i wiersze, które dziwnym
zbiegiem okolicznosci zostaly
w wiekszosci wyparte poza nawias
swiadomosci spolecznej. Westchnienie
ulgi - wiec jednak klasycyzm jest
mozliwy nie tylko w wykonaniu Wencla
czy Klejnockiego. Lektura pozycji
Marcina Halasia utwierdzila mnie
w tym przekonaniu i czuje sie teraz
znacznie lepiej.
2. Mam problem z identyfikacja
znacznej czesci autorów, o których pisze
Marcin Halas, wiekszosc z nich
poznalem dopiero za przyczyna lektury
"Requiem dla pokolenia". Niech
bedzie to wyrazem uznania dla autora,
który zamiast wedrowac utartymi
sciezkami - rzecz rzadka w dzisiejszych
czasach - nie obawia sie upomniec
jako krytyk, o tych którzy moze
nieslusznie pozostaja "poza obiegiem".
Autor "Requiem" nie boi sie
wypunktowac Jaroslawa KIejnockiego
i Jerzego Sosonowskiego za tworzenie
monografii "towarzyskich"
zamiast odkrywania mnogosci poetyk,
przyznawania im racji bytu, afirmowania
róznorodnosci.
3. Halas nie jest w swojej ksiazce
bezstronny, ale takie reguly gry zostaly
narzucone. Czasem trzeba swiadomie
znieksztalcic optyke, zeby
w perspektywie byl mozliwy oglad calosci.
Szczególnie jest to potrzebne,
gdy sie trzeba upomniec o rzeczy
i osoby pozostajace w ciemnosci,
milczace.
4. Trudnosc sprawia mi identyfikacja
kryterium pokoleniowego, znalezienia
wspólnego mianownika dla
autorów o których pisze Halas. Doswiadczenie
13 grudnia 1981 roku
w moim odczuciu jeszcze pokolenia
nie czyni. Owszem zauwazalna jest
pewna orientacja aksjologiczna i na
niej ufundowana poetyka. Tylko wtedy
na drugi plan schodzi rys generacyjny,
a zatem porzadkowanie zjawiska
przy pomocy dat urodzin twórców traci
sens. Rozrzut wiekowy pomiedzy
Krzysztofem Lisowskim, Elzbieta B.
Prazmo, Antonim Pawlakiem, Andrzejem
Torbusem, Dariuszem T. Lebioda,
Anna Piwkowska, Januszem Mrzigo o slusznym trudzie
Marcina Halasia
dem, Robertem Gawlowskim i samym
autorem ksiazki jest spory i zadna korelacja
wedle tego kryterium nie da
sie wyznaczyc.
5. Nie jestem zwolennikiem rozpatrywania
literatury wedle kryteriów
generacyjnych. Zdaje mi sie, ze kryje
sie za tym utajony lek, tak jakby sam
autor i jego wiersz nie wystarczal. Kategoria
pokolenia moze byc stworzona
"ex post", gdy pokolenie, o którym
mowa, juz przeminelo i nastepni zabieraja
sie za obrachunek ze swiatem
zastanym. Wazniejsze staje sie nie to,
do jakiej generacji sie przynalezy, ale
jaki rodzaj namyslu metafizycznego,
jaki sposób poznania (w tym poznania
wartosci!) jest najblizszy autorowi.
Wazniejsza jest orientacja etyczna
i estetyczna niz data urodzin czy tez
data debiutu, które daja sie wprawdzie
precyzyjnie wyznaczyc (co w zamieszaniu
pojeciowym zdaje sie byc
jakoscia pozadana), ale niewiele wnosza
do zrozumienia zjawiska.
6. Rok temu ukazala sie inspirujaca
ksiazka, której autorem jest krytyk,
poeta, prozaik - "I'enfant terrible"
polskiej liryki - Karol Maliszewski.
Ksiazka skadinad bardzo wazna i potrzebna.
Naklad 1000 egzemplarzy.
Bez komentarza. W tym roku mamy
- nie waham sie tego przyznac - nastepna
wazna ksiazke, tym razem
z innej strony barykady - Marcina Halasia.
Naklad 500 egzemplarzy. I o jakim
dyskursie tu mowa? Obie pozycje
powinny stac sie punktem wyjscia do
refleksji na temat tego, czym sie stala
polska poezja ostatnich 20. lat. Ale
zdaje sie, ze wiekszosc nielicznych
juz odbiorców zamiast fermentu,
konfrontacji róznych punktów widzenia,
woli komunaly o upadku poezji
albo uswiecona grypsere i strojenie
min przed tymi, którzy sie przebili i zaistnieli.
7. Czesto wsród narzekan, pada
zdanie, ze brak krytyki literackiej towarzyszacej
nowym zjawiskom w polskiej
poezji. Ksiazka Marcina Halasia udowadnia,
ze tak nie jest. Jej naklad, podobnie
jak naklad ksiazki Karola Maliszewskiego
udowadnia tez, ze ta krytyka
istnieje bez mozliwosci szerszego
zaistnienia, odnalezienia rezonansu.
Byc moze takie mamy czasy. Wydawcy
nie wierza w sile poezji, w zwiazku
z czym czytelnicy zrezygnowani
opuszczaja ksiegarnie, gdzie poza
kolejnymi kompilacjami Lesmiana
z Kochanowskim i czolobitnych dziel
zebranych, nie ma juz powietrza. Stalo
sie cos zlego, to juz nie zwykly elitaryzm,
to ezoteryzm... albo temat na
zupelnie inny tekst.
8. Szanuje Was Panowie, dziekuje
i Marcinowi Halasiowi, i (poniewczasie)
Karolowi Maliszewskiemu.
Tylko - no wlasnie - kto Was, nas
slucha...?
<
Radoslaw Wisniewski
|